Kto się wybije dzięki Google Stadia? 5

Google Stadia wybija się

Geniusze z Google zrobili wielkie show w San Francisco. Elegancki człowiek prezentował nam, jak grać w jedną grę na kilku różnych sprzętach. Płynnie to szło, co zresztą mógł podziwiać nasz korespondent, śląc nam bogate relacje. Od tego czasu niewiele w kwestii nowego dziecięcia Amerykanów ruszyło. Ale to nie znaczy, że nie można poczynić pewnych rozważań…

Wbić się w niszę

Przed sprawozdaniem naszego człowieka zastanawialiśmy się, czym ma być Stadia, czyli nowa oferta od Google. Rozważaliśmy, czy będzie to tradycyjna konsola. Stwierdziliśmy, że na rynku jest już duży ścisk. Mamy przecież Playstation, Xboksa, Nintendo, było też w pewnym momencie głośno o Madboksie. Czego w tej stawce wyjadaczy miałaby szukać ekipa żółtodziobów? Pojawiła się myśl, że wbiją się w niszę streamingu… “S” w logo miałoby o tym napomykać… No i rzeczywiście Stadia nie będzie konsolą tylko platformą do bujania w chmurze. Tutaj konkurencji wielkiej nie ma. Jest wprawdzie xCloud, ale – no cóż – nie do końca do nas przemawia.

Ale Google ma coś, czym może się poszczycić.

Infrastruktura Google

Czego by nie mówić Google ma świetne zaplecze sprzętowe. Nic dziwnego, w końcu ich serwery utrzymują znaczną część sieci. Technologiczna moc w przypadku rozgrywki strumieniowej to wielki, niezaprzeczalny atut. Jest więc na czym bazować. Problem to oczywiscie wspomniany już brak doświadczenia. Choć i tu trzeba poczynić pewne wyjaśnienie. Jeszcze przed prezentacją Stadii czy wstępnymi zapowiedziami zespół Google zasiliły nazwiska, które w świecie gier komputerowych dużo znaczą.

Poza tym, jak pokazała nie tak dawna historia, Google szybko się uczy i realizuje coraz to nowe plany. Jego twórcy są jakby nienasyceni osiągnięciami.

Furtka dla młodych i ambitnych

Młodzi wystrzałowi ludzie

Jak człek z CD Project wyjawił, ludzie z jego ekipy prowadzili już rozmowy z Google. I są otwarci na współpracę. Potrzebują tylko dobrych warunków. Oni jak i inne cenione już firmy mogą dyktować warunki i są partnerami w negocjacjach… Nieco trudniej mają geniusze stawiający pierwsze kroki.

Młodym studiom gier nie zawsze jest łatwo się przebić. Sony czy Xbox naturalnie mają swoich sprawdzonych devów, na których stawiają i którzy są stałymi dostawcami rozchodzących się na pniu tytułów. Młodzi, ambitni nie mogą rozpostrzeć skrzydeł. Mają być może świetne wizje, mogliby zrewolucjonizować rynek gier, ale… no właśnie, nikt im nie chce dać szansy.

Może to Google otworzy im furtkę do kariery? Dobrze by było, zwłaszcza, że ostatnio na rynku propozycji growych panuje nużąca stagnacja.