Wybraniec bez serca powróci? 87

W naszej zgranej trzódce znajdują się miłośnicy pewnego tytułu… o którym być może niektórzy z Was zdążyli na dobre zapomnieć. Chodzi o Dragon’s dogma, czyli Smoczy dogmat. Ostatnia odsłona serii – z dopiskiem online – ujrzała światło dzienne w 2015 roku, czyli kilka latek od tego czasu upłynęło. Być może goście z Capcomu (twórcy gry) zdali sobie sprawę, że pokaźna gromadka czeka na kolejne części gry. Dlatego też wreszcie coś w tej kwestii powiedzieli… A że niewiele…

Palimy się do walki z bestiami

Wprawdzie Smoczy dogmat nie stał się światowym bestsellerem, ale zyskał całkiem pokaźne grono sympatyków. I nic dziwnego – w końcu rozgrywka miała wiele do zaoferowania. Znalazł w niej coś nie tylko gracz nastawiony na siekankę i rąbankę, ale również wszelkiej maści szperacze, eksploratorzy, a nawet wielbiciele ciekawych historii spod znaku “poznaj siebie”. Przypomnijmy, że u zarania opowieści przebrzydłe smoczysko wyrwało naszemu herosowi z piersi serce. To mogłoby wyjaśnić, dlaczego z taką bezdusznością walczy z przeciwnikami, kładąc trupem rzesze potwornych istot, nie tylko zresztą smoków, ale także na przykład gryfów.

Dostawaliśmy regularnie kolejne odsłony gierki, które poszerzały nasze możliwości, ostatnia z nich dotyczyła między innymi rozgrywki w trybie online. Jednak ostatnio zrobiło się głucho w tym temacie… do czasu, aż głos zabrał znamienity jegomość z Capcomu. Tylko czy może nas to satysfakcjonować? Bynajmniej.

Coś być może kiedyś będzie

Na zapytanie o Smoczy dogmat Japończyk przyznał, że to istotna z punktu widzenia jego studia marka. To już coś, zatem kojarzą jeszcze ten projekt i pamiętają, że go stworzyli. Niemniej na tym dobre wieści raczej się kończą. Potem padają słowa, że w obecnej chwili nic więcej na ten temat nie można powiedzieć. Wątpimy, aby pracowali nad Dragon’s Dogma na pełnej żyle i wstydzili się o tym poinformować. Wygląda na to, że projekt stoi odłogiem, a jego twórcy nie mają specjalnie pomysłu, co dalej z tym fantem zrobić… o ile w ogóle coś robić.